Sorry że mnie nie było, ale miałam problemy i to duże dosyć postaram się częściej dodawać i w czwartek obiecuje dodam następny rozdział
.
Droga minęła całkiem
szybko. Londyn to piękne miasto.
- Tu jest centrum wysiadamy- powiedział pan.
- Dziękuję, zapłacić panu- spytałam.
- Nie, nie trzeba- odpowiedział.
- Ale… na pewno-upewniałam się.
- Tak na pewno-odrzekł.
-Do widzenia-pożegnałam się.
-Do widzenia- również się pożegnał.
Wzięłam walizkę i ruszyłam przed siebie. Wyjęłam słuchawki z
kieszeni i włożyłam na uszy. Nie patrzyłam przed siebie i nagle na kogoś
wpadłam.
- Przepraszam- przeprosiłam.
-Spoko- odparł i mnie podniósł.
-Jestem Harry-przedstawił się.
-Ja jestem Emily- powiedziałam.
-Jesteś pierwszy raz w Londynie?- spytał Harry.
- Tak, będę musiała znaleźć mieszkanie- odparłam.
- Póki nie masz mieszkania możesz mieszkać u mnie-
zaproponował.
- Super, ale ja cię nawet nie znam- powiedziałam.
- To mnie poznasz, poza tym nie jestem żadnym pedofilem-
rzekł.
- No okey- zgodziłam się.
-To chodź za mną- powiedział i ruszył.
Tak jak kazał poszłam za nim.
-Dlaczego wyprowadziłaś się do Londynu?- spytał.
- No więc… mieszkałam sama, nie miałam przyjaciół tylko
chłopaka. Wczoraj poszłam do niego. Otworzył mi drzwi tuląc się do jakiejś
blondynki- odpowiedziałam i poczułam, że mój głos drżał.
- Nie martw się jest idiotom, poza tym ja i chłopcy poprawimy
ci humor- powiedział.
-Em chłopcy ?-zdziwiłam się.
- Tak mieszkam z czterema najlepszymi przyjaciółmi-
powiedział.
-Może być ciekawie- zaśmiałam się.
-A oto nasz dom- stanął przed wielką willą.
-Wow- wykrztusiłam z siebie.
Loczek otworzył drzwi, a mówiłam jak wygląda? Nie ? Sorry, no
to on ma kręcone brązowe włosy i duże zielone oczy i z 180 chyba, coś koło
tego. No, ale wracając na ziemie. Otworzył drzwi. Ledwo weszliśmy, a zobaczyłam
duży salon i kuchnię. W kuchni blondyn i szatyn obrzucali się mąką. W salonie
brunet gonił drugiego szatyna. On odwrócił wzrok i zauważył zielonookiego.
Podbiegł do niego i się na niego rzucił.
- Hazza ratuj- prosił szatyn.
- To jest Louis, chyba że jesteś mną ja mogę mówić Boobear-
powiedział Harry.
- Nagle przed nami stanął brunet,
- Jestem Zayn – podał mi rękę.
Nim zdążyłam coś odpowiedzieć Zayn ruszył w stronę Louisa. On
za to schował się za Hazzę i wtulił się w jego szyję, okey to było dziwne.
- O co poszło?- zapytał Haz.
-Wziął moje lusterko- pożalił się Zayn.
-Oddaj mu lusterko LouLou- poprosił słodko Harold.
- Okey- odparł Lou i oddał Zaynowi lusterko.
-Liam, Niall chodzie tu- zawołał ich loczek.
Szybko przybiegli do nas.
-To jest Niall - wskazał na blondyna- a to Liam wskazał na
tego drugiego.
-Cześć jestem Emily -
przywitałam się.
-Emily będzie u nas mieszkać póki nie znajdziemy jej
mieszkania- oznajmił Harry.
-Okey- odpowiedzieli chórem .
-Co robiliście w kuchni- zapytał lokowaty.
-Próbowaliśmy zrobić naleśniki bo jestem głodny- powiedział
Niall.
- Ty zawsze jesteś głodny- rzekł Haz.
-Potem Niall mnie sypnął mąką, a ja mu oddałem i tak to się
zaczęło- dopowiedział Liam.
- Chodź LouLou my zrobimy naleśniki, wy pokarzcie Emily pokój-powiedział
Harry.
Oni poszli do kuchni, a my poszliśmy do mojego nowego pokoju.
- Em dlaczego oni…- zaczęłam.
- Oni tak zawsze, ciekawe kiedy nam powiedzą- rzekł Niall.
-Ale co ?- spytałam.
- Że są razem- powiedział.
- Oni nie są razem Niall- powiedział Zayn.
- Są i tyle koniec rozmowy- odraził się Nialler.
- Okey to jest twój pokój, jak się rozpakujesz to zejdź na
dół- powiedział Liam.
Oczami Harrego
-Lou rozłóż talerze- poprosiłem go.
- Ale będę musiał cię puścić- posmutniał Louis.
- Rozłóż szybciej to cię szybciej przytulę- przekonywałem Lou.
-No okey- puścił mnie i poszedł po talerze.
Ja miałem jeden talerz obok żeby odkładać gotowe naleśniki.
Zrobiłem ostatniego naleśnik a i poszedłem zanieść je na stół.
- Ładnie- pochwaliłem go.
-A teraz nagroda- powiedział.
Przysunąłem się bliżej niego i wpiłem w jego usta, po chwili
jego język wszedł do mojej buzi, ja również tak zrobiłem. Nasze języki walczyły
o dominację. Nagle usłyszałem kogoś kroki i oderwałem się od Louisa.
- Co jest?- zapytał Lou.
-Ktoś idzie- oparłem.
Do salonu weszła Emily.
Em… nie wnikam w to co robiliście- powiedziała.
-Okey najpierw usiądźmy do stołu weśmy naleśniki i dopiero ich
zawołajmy bo Niall wszystko weźmie- powiedziałem.
Jak powiedziałem tak zrobiliśy.
-Lou zawołaj ich- poprosiłem.
-Chłopcy obiad !!!-zawołał.
Niall natychmiast pojawił się w salonie i usiadł do stołu i
zaczął jeść. Po chwili przyszli pozostali.
Oczami Emily
W ciszy zjedliśmy co było dziwne, ale oczywiście Lou i Hazza
świetnie się bawili wzajemnie się karmiąc.
- Idę na górę- powiedziałam.
-My chyba też pójdziemy- powiedział Niall.
-My zostajemy będziemy oglądali coś, a wieczorem będzie
strasznie- powiedział Lou.
- Okey, ale teraz chodźmy do parku- powiedział Harry.
Poszłam na górę i usiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać.
Może Niall miał racje i oni są razem. W sumie to kogo ja oszukuję oni są razem,
Niall miał rację i tyle. Moje rozmyślania przerwał dźwięk sms’a.
„Emily przepraszam wróć do mnie <3”
Jak on śmie po tym co zobaczyłam to lepiej żeby się nie
odzywał.
„Spierdalaj”
Odpisałam.
Miałam nadzieje, że przestanie pisać i zrozumie, ale to
przecież Felix on nigdy się nie odczepi.
„Przepraszam”
Postanowiłam, że nie odpisze mu niech zrozumie. Było wcześnie
bo była 15, ale nie spałam długo więc poszłam spać.
Oczami Harrego.
Szliśmy w stronę parku.
-Haz idziemy na bujaczki czy jak normalni ludzie będziemy
tylko chodzić?- spytał Lou.
-A, jesteśmy normalni?- spytałem.
-Nie- odpowiedział.
-No to znasz już odpowiedź-powiedziałem.
-Okey w takim razie kto pierwszy na bujaczki- powiedział
szybko i zaczął biec w stronę bujaczek.
Szybko zacząłem biec zanim. Byłem szybszy więc byłem pierwszy.
-Dlaczego ty jesteś ode mnie szybszy?- spytał.
-A bo ja wiem, tak po prostu jest- odparłem.
Trochę się bujaliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Po chwili zaczął padać deszcz.
-Chodź bo zmokniemy- powiedziałem.
-Okey- zgodził się.
Poszliśmy w stronę domu.
Oczami Nialla
Poszedłem do pokoju Liama.
-Liam głodny jestem- pożaliłem się.
-Nie ma jeszcze Harrego- odpowiedział.
-Ale jestem głodny- użalałem się dalej.
-Harry zaraz przyjdzie, pada deszcze więc na pewno idą do
domu- zapewniał mnie.
-No okey- odpowiedziałem.
/larryshipper
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz